Zabawne jak w tak krótkim czasie stan
pewnych rzeczy potrafi się diametralnie zmienić. [Ktoś kiedyś
powiedział, że największą próbą jest próba czasu…a Ty,
sądząc po tym co mi obiecałeś, swojej nie zdałeś, co najmniej
raz…] Chociaż nie…nie jest mi wcale do śmiechu. Bynajmniej.
Aczkolwiek moje obecne zachowanie jest godne pożałowania. [Sam
niedowierzam temu jak bezmyślnie, po raz kolejny, swoiście się
przywiązałem.] Można by pomyśleć, że już powinienem się
przyzwyczaić do takiego obrotu spraw, w końcu niejednokrotnie to
przerabiałem. Tylko, że Ty byłeś ostatnią osobą, po której bym
się takiego zachowania spodziewał; sądziłem, że ‘gnojem’
bywasz okazjonalnie…ale nie do tego stopnia.
Przez te ostatnie tygodnie w mojej
głowie rezonowała duża ilość Twoich słów, które nagle, jak na
ironię w tych okolicznościach, mi się przypominały. Dziwiłeś
się jak inni mogli mnie tak traktować…jak widać (wbrew moim
pobożnym życzeniom) chyba ich zachowanie nie jest Ci jednak aż tak
obce. Stwierdziłeś, że nigdzie się nie wybierasz, że jeśli ma
to zależeć od Ciebie, to nasza więź zostanie podtrzymana…podczas
gdy jedyną osobą, która stara się ją w jakikolwiek sposób
ocalić wydaję się być ostatnimi czasy ja. Co jeszcze bardziej
zabawne, nie tak dawno temu podobno to Ty czułeś kłucie zimna w
żołądku przez moje zachowanie…to teraz spróbuj sobie wyobrazić
jak bardzo mój zmroziłeś, zwłaszcza poprzez niedotrzymanie danego
mi zaledwie kilka dni temu słowa.
Tak, Twoje zachowanie, z nieznanych mi
przyczyn, zmieniło się diametralnie. [Co do jakichkolwiek
ostatecznych osądów – jestem osobą, która odwleka je jak tylko
może, zwłaszcza w przypadku ważnych dla mnie osób.] Tu na myśl
nasuwa mi się kolejny paradoks : mimo zmiany Twojego nastawienia,
moje praktycznie się nie zmieniło…no może poza dodatkiem
odrobiny gniewu (także skierowanego na samego siebie). Ale nie dałeś
i nadal nie dajesz mi innego wyboru, milcząc i będąc bardziej
zdystansowanym niż kiedykolwiek. A nawet ja już w pewnych momentach
nie wytrzymuję.
Z każdym dniem podnoszenie się z
łóżka staje się ewidentnie coraz cięższym zadaniem…podczas
gdy po brzegi wypełnia mnie poczucie zawodu i ogólnej apatii. To
tak jak gdyby ktoś (Ty) podciął mi skrzydła…te same skrzydła,
które mi nie tak dawno temu przyprawiłeś. Może i brzmi to
pretensjonalnie, ale jest to chyba najlepsze możliwe porównanie w
obecnych okolicznościach…I o ile w przeszłości nie dawałeś mi
powodów, żeby taki stan mi zbytnio doskwierał…to teraz niestety
trwa to zbyt długo, a ja…po prostu spadam. Coraz ciężej mi się
oddycha, podczas gdy pompa do krwi jest w efekcie tego wszystkiego
ciasno wtłoczona w odmęty mojej klatki piersiowej…co ma akurat
swoje racjonalne, biologiczne wręcz wytłumaczenie – tzw.
nerwobóle. [Tak, tęsknota za Tobą jest tak silna, że przyprawia mnie o ból fizyczny.] Bo przeżywam to wszystko, czując się zgłupiałym jak
nigdy.
Przeżywam, bo miałem niemałe pokłady
wiary i bliżej nieokreślonej nadziei odnośnie naszej więzi.
Przeżywam, bo obiecaliśmy sobie bezgraniczną szczerość i
niejednokrotnie wierzyłem w Twoje zapewnienia…a teraz nawet na to
nie mogę liczyć, zważywszy na to, że jedynym sygnałem, który od
Ciebie od paru tygodni otrzymuję jest cisza radiowa. Jestem zgłupiały, bo sam już
nie wiem w co mam wierzyć, nie mając żadnych namacalnych wskazówek
od Ciebie. Moja reakcja nie powinna być dla Ciebie zaskoczeniem,
jako że doskonale wiedziałeś, iż ciągnie mnie ku Tobie.
Niezmiennie, wbrew wszelkiej logice…A na koniec niech wszystko
zilustruje prosty i piękny cytat z Ciebie.
„Bo jedyne czego jestem pewien to
tego, że chcę Cię mieć w pobliżu. Bądź i nie odchodź za
daleko - byś mi się nie zgubił.”
Zgubiłeś się. A przez to ja także.
I naiwnie wyczekuję jakiejś zmiany, niczym deszczu w porze suszy. A
ja, o ironio, byłem gotów przejechać te kilkaset kilometrów, żeby
w końcu się z Tobą zobaczyć. A Ty co robisz? Opuszczasz mnie.
P.S.: Obiecałem sobie, zabierając się
do pisania tego wpisu, że będę autentyczny i zwięzły jak tylko
się da. Ale jak widać nie dotrzymałem sobie słowa, jeśli chodzi
o jedno z tych kryteriów. Najwyraźniej mamy coś ze sobą
wspólnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz