środa, 23 kwietnia 2014

#7 (clipped) wings

Zabawne jak w tak krótkim czasie stan pewnych rzeczy potrafi się diametralnie zmienić. [Ktoś kiedyś powiedział, że największą próbą jest próba czasu…a Ty, sądząc po tym co mi obiecałeś, swojej nie zdałeś, co najmniej raz…] Chociaż nie…nie jest mi wcale do śmiechu. Bynajmniej. Aczkolwiek moje obecne zachowanie jest godne pożałowania. [Sam niedowierzam temu jak bezmyślnie, po raz kolejny, swoiście się przywiązałem.] Można by pomyśleć, że już powinienem się przyzwyczaić do takiego obrotu spraw, w końcu niejednokrotnie to przerabiałem. Tylko, że Ty byłeś ostatnią osobą, po której bym się takiego zachowania spodziewał; sądziłem, że ‘gnojem’ bywasz okazjonalnie…ale nie do tego stopnia.

Przez te ostatnie tygodnie w mojej głowie rezonowała duża ilość Twoich słów, które nagle, jak na ironię w tych okolicznościach, mi się przypominały. Dziwiłeś się jak inni mogli mnie tak traktować…jak widać (wbrew moim pobożnym życzeniom) chyba ich zachowanie nie jest Ci jednak aż tak obce. Stwierdziłeś, że nigdzie się nie wybierasz, że jeśli ma to zależeć od Ciebie, to nasza więź zostanie podtrzymana…podczas gdy jedyną osobą, która stara się ją w jakikolwiek sposób ocalić wydaję się być ostatnimi czasy ja. Co jeszcze bardziej zabawne, nie tak dawno temu podobno to Ty czułeś kłucie zimna w żołądku przez moje zachowanie…to teraz spróbuj sobie wyobrazić jak bardzo mój zmroziłeś, zwłaszcza poprzez niedotrzymanie danego mi zaledwie kilka dni temu słowa.

Tak, Twoje zachowanie, z nieznanych mi przyczyn, zmieniło się diametralnie. [Co do jakichkolwiek ostatecznych osądów – jestem osobą, która odwleka je jak tylko może, zwłaszcza w przypadku ważnych dla mnie osób.] Tu na myśl nasuwa mi się kolejny paradoks : mimo zmiany Twojego nastawienia, moje praktycznie się nie zmieniło…no może poza dodatkiem odrobiny gniewu (także skierowanego na samego siebie). Ale nie dałeś i nadal nie dajesz mi innego wyboru, milcząc i będąc bardziej zdystansowanym niż kiedykolwiek. A nawet ja już w pewnych momentach nie wytrzymuję.

Z każdym dniem podnoszenie się z łóżka staje się ewidentnie coraz cięższym zadaniem…podczas gdy po brzegi wypełnia mnie poczucie zawodu i ogólnej apatii. To tak jak gdyby ktoś (Ty) podciął mi skrzydła…te same skrzydła, które mi nie tak dawno temu przyprawiłeś. Może i brzmi to pretensjonalnie, ale jest to chyba najlepsze możliwe porównanie w obecnych okolicznościach…I o ile w przeszłości nie dawałeś mi powodów, żeby taki stan mi zbytnio doskwierał…to teraz niestety trwa to zbyt długo, a ja…po prostu spadam. Coraz ciężej mi się oddycha, podczas gdy pompa do krwi jest w efekcie tego wszystkiego ciasno wtłoczona w odmęty mojej klatki piersiowej…co ma akurat swoje racjonalne, biologiczne wręcz wytłumaczenie – tzw. nerwobóle. [Tak, tęsknota za Tobą jest tak silna, że przyprawia mnie o ból fizyczny.] Bo przeżywam to wszystko, czując się zgłupiałym jak nigdy.

Przeżywam, bo miałem niemałe pokłady wiary i bliżej nieokreślonej nadziei odnośnie naszej więzi. Przeżywam, bo obiecaliśmy sobie bezgraniczną szczerość i niejednokrotnie wierzyłem w Twoje zapewnienia…a teraz nawet na to nie mogę liczyć, zważywszy na to, że jedynym sygnałem, który od Ciebie od paru tygodni otrzymuję jest cisza radiowa. Jestem zgłupiały, bo sam już nie wiem w co mam wierzyć, nie mając żadnych namacalnych wskazówek od Ciebie. Moja reakcja nie powinna być dla Ciebie zaskoczeniem, jako że doskonale wiedziałeś, iż ciągnie mnie ku Tobie. Niezmiennie, wbrew wszelkiej logice…A na koniec niech wszystko zilustruje prosty i piękny cytat z Ciebie.

„Bo jedyne czego jestem pewien to tego, że chcę Cię mieć w pobliżu. Bądź i nie odchodź za daleko - byś mi się nie zgubił.”

Zgubiłeś się. A przez to ja także. I naiwnie wyczekuję jakiejś zmiany, niczym deszczu w porze suszy. A ja, o ironio, byłem gotów przejechać te kilkaset kilometrów, żeby w końcu się z Tobą zobaczyć. A Ty co robisz? Opuszczasz mnie.


P.S.: Obiecałem sobie, zabierając się do pisania tego wpisu, że będę autentyczny i zwięzły jak tylko się da. Ale jak widać nie dotrzymałem sobie słowa, jeśli chodzi o jedno z tych kryteriów. Najwyraźniej mamy coś ze sobą wspólnego.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz